Zdjecia zamowilam w elektronicznym kiosku i przyszlam je odebrac po godzinie z rak obslugi punktu fotograficznego. No i tu zaczal sie problem....
Panie szybko sie zorientowaly, ze zdjecia sa profesjonalne i grzecznie poprosily o glejt, ktory uprawnia mnie do kopiowania takich zdjec. Zgodnie z aktem z 1998 roku itd. nie moge robic odbitek, chyba ze mam na to zezwolenie fotografa. Zmrozilo mnie. Oczywiscie zdjec nie moga wydac.
Historia skonczyla sie tak, ze zadzwonily do dzialu prawnego Bootsa i tam zgodzili sie wydac zdjecia na podstawie tego, ze zdjecia byly zrobione przez Polskich fotografow na terenie Polski. Uwierzyli na slowo i na akcent.
Moral? Jak juz zaplacicie za profesjonlanie zrobone fotki to koniecznie wezcie od fotografa glejt, ze pozwala kopiowac, najlepiej w jezyku Angielskim. Podobno niektorzy umieszczaja taka informacje na samej plytce. Albo zamowcie odbitki on-line.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz